to znowu ja, mgr poszło trochę do przodu więc mogę sobie pozwolić na odrobinę czasu wolnego. troszkę się pozmieniało u nas przez ten miesiąc nieobecności ale o tym za chwilkę. tymczasem chcę zaprezentować moją nową fascynację - drukowanie na tkaninie. pomysł ten siedział w mojej głowie od jakichś 2 lat, tym bardziej, że z poligraficznej rodziny jestem (po mieczu i po kądzieli) i wżeniam się w drukarza, więc mam to we krwi i nabyte ;). pomysł sobie kiełkował, kiełkował, aż wreszcie dziś ujrzał światło dzienne. na początek bardzo skromny projekt - ścierka do naczyń, ale czasu też jeszcze nie mam na tyle dużo żeby rzucić się na coś monumentalnego. wiem jedno - zakochałam się w tej technice i na pewno będę chciała więcej.



a teraz o zmianach, którymi chciałam się pochwalić. po pierwsze, wreszcie mogę zaprezentować w pełni to, co pokazałam w kawałku kilka postów wcześniej. otóż to co wtedy dłubałam było haftem na tkaninie o wymiarach 250x50 cm, która teraz jest zainstalowana za szybą w kuchni. jest to bardzo fajna alternatywa dla kafli, zarówno w kwestii wyglądu jak i wygody. wisi sobie u nas już z miesiąc i powodów do narzekań jeszcze nie znalazłam choć korzystam z kuchni intensywnie - i przetwory były robione rozmaite z pestkowaniem wiśni, gdzie sok chlapał na prawo i lewo, i różne rzeczy smażone z pryskającym olejem. straszliwie ciężko było zrobić dobre zdjęcia bo światło się odbijało w szybie i nie było jak podejść ale tak to mniej więcej wygląda:


kolejnym powodem do radości jest to, że wreszcie po pół roku mieszkania dorobiliśmy się umywalki :). trudny jest los osoby, która musi mieć wszystko dokładnie takie jak sobie zaplanowała i ze mną zazwyczaj tak jest :). wykombinuję sobie coś ku przerażeniu R i zaczyna się szukanie po wszystkich możliwych sklepach świętego Graala, którego oczywiście nie znajdujemy. w międzyczasie jest miliard awantur, moich histerii, dołów przepastnych itp. po czym stwierdzam: ZROBIMY TO SAMI (ku jeszcze większemu przerażeniu R). no i zabieramy się do dzieła. konstruowanie od podstaw stolika, w połowie roboty zmiana planów - stolik zostanie przerobiony na półki do schowka a my kupimy stary stolik na allegro, zedrzemy z niego opalarką lakier (2 dni), później jeszcze tylko tydzień szlifowania, 2 dni piłowania, docinania i innych działań mających na celu przysposobienie stolika do naszych potrzeb (czyli zmienienie go w całkowicie inny stolik ;)). no a potem już z górki: 2 dni bejcowania i lakierowania, instalacja hydrauliki - jak zwykle okazuje się, że czegoś zabrakło [kłótnia], wycieczka do sklepu, instalacja 1 [nie da się wkręcić wężyka], instalacja 2 [cieknie], istalacja 3 [teraz drugi cieknie]. nie pamiętam już po ilu razach wszystko było OK, ale ostatecznie się udało. całość oczywiście była doprawiona karczemnymi awanturami, dobromirskimi pomysłami (od czego jest kreatywność) no i wreszcie jest. i wygląda dokładnie tak jak miało wyglądać. rama lustra z okna, szufladki sprawne, tylko skrócone na potrzeby instalacji hydraulicznej, dzban będzie jeszcze malowany, a wyrastać z niego będą wiechcie papirusu lub innej trawiastej rośliny. jak mi jeszcze starczy życia to na ścianie będzie pomarańczowy szablon. a na razie jest tak:

a na sam koniec jeszcze jedno foto z moją nową fryzurą i nowym kotem tzn. tym samym ale większym (ktoś go podmienił???)